sobota, 21 listopada 2015

Jeszcze raz Szczygla

Pisałem we wpisie pt "

Park Ujazdowski, Szczygla i moja kość ogonowa o prawie nie istniejacej ulicy w samym centrum Warszawy. Istnieje tylko miejsce po ulicy Szczyglej, które zresztą tak właśnie się nazywa. Tymczasem przed II wojna światową była to ulica na cały gwizdek, z kamienicami po obu stronach i z perspektywą kończącą się murem zakładu SS Szarytek, w którym jako 10-latek służyłem do nabożeństw, co było dla mnie wielkim przeżyciem. Uzupełniam więc wymieniony wpis zdjęciami z okresu przedwojennego:







środa, 3 grudnia 2014

Samorządowcy do roboty!!!

Tuż przed wyborami do lokalnych ciał przedstawicielskich kandydaci bardzo zabiegali o nasze głosy, przysyłając ulotki, broszurki, rozklejając plakaty i nawet mocując potężne banery. Po wyborach natomiast zalega cisza, jakby siesta po trudzie przymilania sie ogarnęła cały kraj, w tym nasze miasto czyli Warszawę.

W stolicy jest już niewiele miejsc, a czsami całych ulic, które ocalały z wojennej zawieruchy i dotrwały do naszych ciekawych i niepewnych czasów. Zamiast odbudowywać miasto władze komunistyczne wyburzyły jeszcze całkiem dobre fragmenty kamienic, aby postawić jakies koszmarki, albo zgoła nic. Dlatego serce boli, a nóż się otwiera w kieszeni, kiedy napotykam po drodze, w różnych miejscach Warszawy piękne budowle, które w zapomnieniu niszczeją, prosząc sie o odbudowanie i przywrócenie do dawnej świetności. Jak zobaczymy na zdjęciach pochdzących z rogu ulic Żelaznej i Złotej oraz Żelaznej i Chmielnej radni nie zawracają swoich strudzonych myśleniem koncepcyjnym głów tymi wspaniałymi wciąż pozostałościami po starej, pięknej Warszawie.


Oto przepiękna stara warszawswka kamienica na rogu Złotej i Żelaznej - radni, wźcie się do roboty, bo to padnie jak amen w pacierzu, a wtedy wyrośnie tu jakies dziwadło aluminiowo-szklane. Aż tak żeromskiego nie lubię, aby wspirać akurat w tym miejscu "szklane domy".

A to poniżej - zdjęcia z zaplecz tej kamienicy (bardzo interesującego i bardzo zrujnowanego z wejściem od ulicy Żelaznej:











Wszystkie powyżej zaprezentowane obiekty mieszczą się na terenie Woli, a więc wolscy włodarze do dzieła, bo będziemy surowo rozliczać.

środa, 4 kwietnia 2012

Park Ujazdowski, Szczygla i moja kość ogonowa

Jako kilkulatek uwielbiałem starą wagę przy wejściu do Parku Ujazdowskiego od ulicy Pięknej. Sprawiała na mnie wrażenie niezwykle tajemniczego, niemal czarodziejskiego przyrządu, jakiegoś mechanizmu nie z tej planety. No, po prostu, wykwit nowoczesnej myśli technicznej jak z jakiejś cudownej baśni o obcych cywilizacjach. mama sadzała mnie na foteliku, a jakiś starszy pan uruchamiał mechanizm i za 50 groszy wiedziałem ile mnie było na świecie.
Wspomnienia byłyby więc absolutnie czarowne, gdyby na ważeniu się kończyła cała parkowa impreza. Niestety dorośli miewają zupełnie niezrozumiałe pomysły uzupełniające najatrakcyjniejsze nawet wydarzenia. W moim przypadku pomysł polegał na spacerze alejkami parkowymi, a więc z natury rzeczy był całkowicie zbędny. Zmuszony do mijającego się z celem chodzenia powłóczyłem niechętnie nogami w twórczym buncie przeciwko uciskowi dorosłych. Powłóczyłem tak zażarcie, że potknąłem się i wyrżnąłem sempiterną w skraj trawnika, którego krawężnik z potworną siłą wraził się w moją kość ogonową. Podniosłem taki wrzask, że sielsko kląskające ptactwo zapewne wyniosło się stamtąd na cały sezon. A pies z ptactwem tańcował!!!



Podobnie bolesne doświadczenie dopadło mnie w zimie na ulicy Szczyglej, bezpośrednio i prostopadle sąsiadującej z moim rodzimym Okólnikiem. Ulica ta była moim miejscem zabaw od wczesnego dzieciństwa, a zapamiętałem ja jako dość głęboki wąwóz o ścianach z ruin zbombardowanych w czasie II wojny kamienic, schodzący w dół do starej bramy za którą zaczynał się teren, należący do zakładu sióstr szarytek (podobały się mi ich dawne skrzydlate nieskazitelnie białe nakrycia głowy - podobno jako malec mówiłem o nich "panie z herwetką na głowie" zamiast z serwetką, co było poprawniejsze, ale też nieprecyzyjne).
I oto pod choinkę dostałem parę pięknych nart z jasnego drewna (ok. roku 1955), a własnie w tym czasie ruiny pokryte były solidną warstwą śniegu. Postanowiłem więc na stokach ulicznego wąwozu wypróbować przydatność świątecznego prezentu. Jeśli dodam, że nie miałem bladego pojęcia, iż nie potrafię jeździć na nartach, to stanie się jasne, dlaczego ta próba trwała 1-2 sekund, a jej efektem był kolejny uraz kości ogonowej, zaatakowanej bezwzględnie i okrutnie przez jakąś wystającą spod śniegu cegłę. 
Lubiłem nadal ulicę Szczyglą, ale już więcej nie przypiąłem desek do butów. Adamowi Małyszowi nie wyrósł więc genialny poprzednik.


Szczygla wzdłuż dzisiejszej Akademii Muzycznej, patrząc w stronę ulicy Kopernika i dawnego kina Skarpa.


Wspomniana brama do klasztoru ss. Szarytek, która zamyka ul. Szczyglą


I mamy Szczyglą na planie, oznaczoną czerwoną gwiazdką.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Okólnik 9 - moja kolebka

Urodziłem się w 1949 roku na ul. Okólnik 9, w skrzydle Biblioteki Krasińskich, na drugim piętrze w mieszkaniu pod numerem 11. To znaczy urodziłem się na rogu Koszykowej i Chałubińskiego na tamtejszym oddziale położniczym, ale Rodzice mieszkali tam, gdzie wyżej napisałem, że się urodziłem. Mama była z Krakowa, a Ojciec z Lubelszczyzny, a ja już w punkcie wyjścia byłem rodowitym warszawiakiem. Taki los nielekki.

Centralna Wojskowa Przychodnia Lekarska "CePeLek" SPZOZ ul. Koszykowa 78


Biblioteka Krasińskich na Okólniku, a ja tam w głębi zdjęcia, w skrzydle na drugim piętrze kokosiłem się przez pierwsze 28 lat mojego życia.